Krew była wszędzie.
Słodka i słona
jednocześnie, gęsta, lecz orzeźwiająca.
Wypływała z
fioletowych żył, teraz wyraźnych pod bladą skórą obu ciał.
Białe twarze zastygłe w grymasie przerażenia. Uchylone usta i
wyłupiaste oczy z przesłoniętymi mgłą źrenicami. Splot nerwów
na szyi w miejscu skręconego karku przypominał u jednej z ofiar
pajęczą sieć. Była to dziewczyna, nie mogła mieć więcej, niż
siedemnaście lat. Najwidoczniej wracając z wyjątkowo udanej
imprezy znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym
czasie.
Kilka metrów dalej
leżało drugie ciało. Kończyny miało powykręcane pod dziwnym
kontem, z ciemnych włosów kapała mieniąca się w świetle
księżyca posoka. Pochylona nad nim istota zlizała krew z szyi
martwego chłopaka, prawdopodobnie towarzysza zabitej parę minut
wcześniej nastolatki. Potwór teatralnym gestem zebrał palcem
czerwoną ciecz, zastygającą powoli na ustach mężczyzny. Zaśmiał
się cicho, a odgłos ten przypominał pocieranie o siebie dwóch
kawałków kredy. Bestia zadarła głowę ku górze, uśmiechając
się do swojego odbicia w popękanym lustrze opartym o pojemnik na
śmieci.
Zbrodnia idealna. Tak,
był z tego dumny. Uwielbiał zabijać. Wyciskanie z głupich
Przyziemnych oddechu było jego ukochanym zajęciem. Oczywiście,
zaraz po pożywianiu się świeżą krwią. Zadowolony wysunął kły
i polizał je bladym językiem. W miejscu zetknięcia z zębami
pojawiły się dwie małe kropelki krwi. Znowu się zaśmiał. Jak
bardzo naiwne były ludzkie istoty. Tak nieświadome, słodko
bezbronne w obliczu jego morderczego instynktu. Żyli w przekonaniu,
że panują nad wszystkim, że są panami własnego losu i nic im nie
zagraża. W myślach przywołał ostatni błysk paniki w oczach
dziewczyny, nim przebił jej tchawicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz